niedziela, czerwca 08, 2014

Na krańce Światów i dalej

3
Tytuł: Długa Ziemia
Tytuł oryginału: The Long Earth
Autor: Terry Pratchett & Stephen Baxter

Rok wydania oryginału: 2012

Moja ocena: 7+/10


Od dłuższego czasu bardzo chciałem sięgnąć po ten tytuł. A to zobaczyłem gdzieś okładkę, a to przeczytałem coś w sieci, lektura cały czas była jednak odkładana. Inne tytuły w danym momencie kusiły bardziej lub były pod ręką. W końcu jednak i ja zmierzyłem się z efektem pracy duetu autorskiego. Czy książka spełniła moje oczekiwania? Cóż, dojdziemy i do tego...


Ale na początek trochę o samej treści książki, chociaż opisów fabuły i recenzji powstało już tyle, że większość czytelników gdzieś się już z nimi pewnie zetknęła. Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości kiedy to ludzkość dokonuje odkrycia, że nasza stara, poczciwa i przeludniona Ziemia to nie jedyny świat nadający się do zamieszkania. Takich światów, mniej lub bardziej przyjaznych człowiekowi, jest niezliczona ilość. I że aby do nich dotrzeć wystarczy proste urządzenie, które samodzielnie może wykonać w domu każdy dzieciak. Robimy klik przełącznikiem i jesteśmy w alternatywnej wersji Matki Ziemi, dziewiczej i najczęściej żyznej, zdolnej wyżywić ludzi bez zbyt dużego wysiłku z ich strony. Odkrycie to przychodzi w momencie, gdy ludzkość zdała już sobie sprawę z tego, że marzenia o kolonizacji odległych planet to niemożliwa do zrealizowania mrzonka. Nie mamy technicznych środków ani potencjału koniecznego do wypraw w Kosmos? Nic to, teraz Kosmos przyszedł do nas, dostępny na wyciągnięcie ręki dla większości (poza jednostkami z jakichś powodów niezdolnymi do przekraczania) ludzi. Każdy może się poczuć jak Krzysztof Kolumb, bohaterowie książek Verne'a lub zdobywcy Dzikiego Zachodu. Po co gnieść się na wyeksploatowanej i przeludnionej Ziemi Podstawowej skoro każdy może mieć swoją własną? Czyż nie kusząca perspektywa?

Pośród tych kolonistów i włóczykijów po Nowych Światach są też jednostki obdarzone dodatkową zdolnością samoistnego przekraczania, bez potrzeby używania w tym celu urządzeń zwanych krokerami. Odczuwają one także silny związek z Długą Ziemią (bo tak nazwane zostały te Nowe Światy). Docierają dalej niż inni i nie zadowalają się osadnictwem, podświadomie chcą poznać fenomen i cel istnienia Długiej Ziemi. Takim swobodnie kroczącym jest Joshua, jeden z głównych bohaterów książki. Pewnego dnia zostaje wynajęty przez tajemniczą korporację do wzięcia udziału w wyprawie na krańce światów. Pojazd, którym będzie się poruszał oraz nietuzinkowa postać kapitana wyprawy przywodzą na myśl wspomniane już wcześniej książki Juliusza Verne'a. Ilość niesamowitości i dziwów jakie spotkają na swej drodze świadczy o bogactwie fantazji autorów książki. Szczegółów nie będę zdradzał by nie psuć przyjemności z lektury, powiem tylko, że dowiemy się między innymi skąd tak wiele legend o trollach i elfach przetrwało w naszej kulturze.

Jakie wrażenia? Ten ogólny zarys, który przedstawiłem powyżej, jest dla mnie tak atrakcyjny, że książka spokojnie powinna dostać ocenę w granicach 9-10. Oceniłem ją na 7, a w pierwszej chwili chciałem na 6. Otóż, przede wszystkim, posiada ona wadę w postaci zbyt wielu wątków i aspektów przedstawionych zbyt chaotycznie. Autorzy chcieli zarówno nakreślić polityczne, społeczne oraz ekonomiczne skutki otwarcia się przed ludzkością nieograniczonych perspektyw jak i dać nam do ręki książkę przygodową. Odkrywane przez naszych bohaterów tajemnice Długiej Ziemi oraz skutki jej kolonizacji są zapewne konieczne do zbudowania podłoża pod fabuły kolejnych tomów serii. Dlatego ostatecznie, trochę na kredyt, podniosłem swoją ocenę. Pozostajemy jednak z niedosytem, że potencjał pomysłu nie został należycie wykorzystany. Zwłaszcza polityczno-społeczne aspekty funkcjonowania Ziemi Podstawowej po tym jak zostaje ona opuszczona przez znaczną część populacji są, jak dla mnie, przedstawione w sposób niezadowalający i nie do końca przekonujący. Zazdrość nie mogących przekraczać wobec kolonistów, na której zbudowany jest punkt kulminacyjny książki, jeszcze się broni, ale postawa państw i władz wobec nowego zjawiska jest przedstawiona bardzo niewiarygodnie. Moim zdaniem reakcja władz na masową ucieczkę podatników byłaby diametralnie inna niż ta przedstawiona w książce. Nie do końca przekonuje mnie także wyidealizowany i bezkonfliktowy, jakby żywcem wyjęty z ideologii dzieci kwiatów charakter kolonizacji. Historia odkryć i ekspansji człowieka jest jednak cokolwiek brutalniejsza.

Książka pozostawiła mnie z odczuciem, że dostałem o wiele mniej niż zostało mi obiecane. Głównym tego powodem jest chyba to, że autorzy nie potrafili zdecydować się, który aspekt historii ma być głównym tematem. W efekcie wkradło im się sporo chaosu, może częściowo wywołanego tym, że jest to jednak efekt pracy dwóch pisarzy, dwóch indywidualności? Ale po lekturze pozostaję także z nadzieję, że kolejne tomy cyklu poprawią ogólny odbiór całości, gdyż potencjał ku temu w samym pomyśle i wykreowanym świecie jest, i to spory. Już nie długo sięgnę więc z przyjemnością po tom drugi, czyli „Długą Wojnę”. Ostatecznie zachęcam więc do lektury i samodzielnych interpretacji oraz ocen.

Książkę czytałem także jako część własnego wyzwania czytelniczego "BLACKOUT", do wzięcia w którym serdecznie zapraszam, a także wyzwania "Eksplorując nieznane".

3 Response to Na krańce Światów i dalej

Ann
11 czerwca 2014 16:42

Zapowiada się ciekawie. W zeszłym tygodniu dorwałam obie części i coraz bardziej nie mogę się doczekać by w końcu zobaczyć efekt :)

12 czerwca 2014 14:00

Pierwsza część rzeczywiście reprezentowała sobą jakiś poziom, ale druga... szkoda słów.

9 sierpnia 2014 18:52

Tytuł wpisu skojarzył mi się z pewnym bohaterem Toy Story. ;) O takich wieloświatach i innych podobnych pomysłach czyta się świetnie, ostatnio widuję coraz więcej książek opartych na tym motywie. Pratchetta znam z jego własnej serii, ale i z powieści napisanej wraz z Gaimanem (jego też lubię), tam wydawało mi się, że dobrze im się razem współpracowało. O recenzowanej przez ciebie pozycji natomiast słyszałam coś odwrotnego: że to efekt nieudanej współpracy. Oczywiście, sama nie zabieram głosu w tej sprawie, bo (jeszcze?) nie czytałam. ;)

Prześlij komentarz